niedziela, 15 stycznia 2012
tęsknimy?
Weekend jak zapowiedziałam tak spędziłam:) Spokojne, leniwie i gdybym piżamę jakąkolwiek posiadała to bym napisała, że w piżamie:) Ale nie posiadam:) Więc w dresie pluszowym się relaksowałam, nastrój dobry pielęgnując:)
Małżonek też wyluzowany, napięcia codziennego pozbawiony, spełniający zachcianki ukochanej swojej:) Dziś mnie nawet zapytał co ja takiego robię, że coraz młodsza mu się wydaję:))) Zakochana jestem i w nim i w sobie:) Bo bez miłości trudno żyć, choć doktor House twierdzi, że bez tlenu trudniej:P pewnie tak:)
Dziś to naprawdę miły dzień był. Dawna współpracownica zapytała w mailu kiedy do starej firmy wracam, bo wiele osób tęskni niemiłosiernie i beze mnie ta firma to nie to samo. Miło mi niezmiernie...ale wrócić nie mogę, choć 10 lat tejże pracy poświęciłam. Ale kiedy się powiedziało A trzeba być konsekwentnym. A ja taka jestem. Choć tęsknię za tym kim tam byłam. Każdy chce być ważny przecież, mieć świadomość jaką władzę posiada. Obecnie moja władza jest niczym w porównaniu z poprzednią choć moja wiedza znacznie wzrosła. Gdybym teraz zajmowała takie stanowisko jak poprzednio to zupełnie inne byłoby moje podejście. Choć tak czy inaczej najważniejszy byłby człowiek. Nigdy tego nie zmienię. Niezależnie od punktu siedzenia.
Przemyśleniom się poddałam małym i na szczęście mnie to nie dołuje:) Praca to tylko pieniądze, a rodzina to coś co jest bezcenne:) Choć moja rodzina to tylko nas dwoje to i tak jest to coś dla czego warto żyć:)
P.S Orgazm wielokrotnym nie był ale długim i intensywnym owszem:))
A jutro zasuwam na zumbę:D:D:D
piątek, 13 stycznia 2012
day off
Wolny dzień spędzam spokojnie, delektując się ciszą i spokojem. No może z tą ciszą to przesada , bo rano sąsiad w ścianach wiercił dziury udarową wiertarką;/ Na szczęście przestał i mogłam dalej się delektować. W takie dni jak dziś ( mąż mnie opuścił, bo turniej karciany rozgrywa ) poświęcam czas na pielęgnację ciała mojego. Pielęgnację zarówno zewnętrzną jak i wewnętrzną rzecz jasna:) Pilingi , maseczki, pedikjury i manikjury oraz balsamowanie:) No i odrobina słodyczy. Na ciało piling cukrowy , a do żołądka mon cherie:) I tak pozornie bezużytecznie spędziłam wieczór:) Pozornie, bo jutro moja praca zostanie mam nadzieję nagrodzona i przyniesie ze sobą orgazm wielokrotny:D
Czego sobie naturalnie życzę:)
czwartek, 12 stycznia 2012
asertywność
Kiedyś byłam bardzo nieśmiała...ten kto mnie zna teraz nie może w to uwierzyć...większość uważa, że asertywność to cecha której można mi pozazdrościć. Tak. Ale ile to mnie pracy własnej kosztowało tego nie wie nikt.
Najgorsza do pokonania jest histamina...czyli pewien związek chemiczny obecny w naszym ciele. Generalnie histamina sprzyja człowiekowi ale na pewno nie pomaga w pokonaniu nieśmiałości. Obnaża bowiem to co chcemy najbardziej ukryć czyli uczucia...Nie każdy dobitnie tego doświadcza, ja owszem tak:) I w uzyskaniu asertywnej postawy nie pomaga na pewno. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam o co chodzi:) Chodzi o rumieniec:P Boże jak ja się czerwieniłam jako nastolatka...TRAGEDIA. Wstydziłam się tego jak diabli. Wystarczyło, że chłopak który choćby delikatnie mi się podobał coś do mnie powiedział...MASAKRA...Czerwona jak burak ale to jeszcze nic...do tego dochodziły czerwone plamy na dekolcie...O MAMMA MIA! Od samej świadomości było mi wstyd. Próbowałam to pokonać. Nie myśleć o seksie na przykład:) Ale im bardziej się starasz tym mniej wychodzi:D Zwłaszcza jak się jest nastolatką:D A hormony szaleją:P Parę razy usłyszałam, że jestem jak burak czerwona...nie pomagało;/
Co pomogło? Świadomość.
Po prostu. Wiem, że nadal czasami się czerwienię. Nie jestem w stanie tego kontrolować. Zwłaszcza wtedy kiedy obca osoba ( zwłaszcza kiedy jest to mężczyzna ) powie coś miłego na mój temat:). Akceptuję to. Pomogło mi właśnie zainteresowanie mężczyzn, bo uświadomiłam sobie, że na nich to działa:D I możliwe, że niejednego mężczyznę tym właśnie uwiodłam. Bezwiednie rzecz jasna;) Ciało pomagało:)
Teraz ( no trochę czasu mi to zajęło ) nie mam problemu z burakiem na twarzy. Wiem, że czasami 'spalę raka' ale trudno, taka moja uroda i już:) Przed ważnym wystąpieniem oplatam szyję szalikiem ( histamina uzależniła mnie od chust i szalików:P ) zwłaszcza jeśli audytorium to mężczyźni:) Znam swoją słabość i próbuję ją przekonfigurować na mocną stronę.
Tak właśnie u mnie narodziła się asertywność:)
A jak u Was z asertywością?
środa, 11 stycznia 2012
lubię to:)
Tytuł sugerowałby jakieś koneksje z fb...ale nie:) Lubię kiedy audyt wypada dobrze:) Taki dziś miałam i można powiedzieć , że jak zwykle (bo ostatnio było podobnie ) wypadł bardzo pomyślnie:D Po wszystkim swobodna rozmowa przy kawie i żarty:) W takiej atmosferze aż miło się pracuje. Szef dał naturalnie dupy, bo się teatralnie spóźnił...choć dzwoniłam do niego dwa razy. Potem się tłumaczył, że telefon na noc wyciszył...To, że wycisza telefon na noc ( cwaniak jeden ) to wiem z autopsji, bo mnie kiedyś ochrona w środku nocy gnębiła telefonami , gdyż się alarm załączył, a ten baran ( mój szef właśnie ) mój PRYWATNY numer telefonu podał jako emergency jeśli on by nie odbierał...A on jak wiadomo telefony odbiera wybiórczo albo wcale;/ O co notabene kiedyś się pokłóciliśmy i to ostro. Ale było minęło. W każdym razie audyt był zapowiedziany, a właściwie audyty dwa bo działu mojego i tego za który bezpośrednio odpowiada sam szef. Ja przygotowana, bo jak zwykle wolę mieć zapięte wszystko na ostatni guzik niż się potem tłumaczyć. A szef luz...Ja w pracy od 7:30, a szef jeszcze delikatnie zaspany przyjechał na.....10-tą......no comments. Audyt zgodnie z planem rozpoczął się o 8:30. Potem widziałam, że trochę jednak było mu wstyd i postanowiłam poprawić mu humor. A wiem, że kibicem piłki nożnej jest to poszłam i kupiłam mu kalendarz ( za służbową kasę oczywiście, żeby nie było że za własne:P ) dedykowany Euro 2012. Matko jaki był szczęśliwy:) Bo jak na szefa ciamajdę przystało nawet kalendarza nie miał...więc niby jak miał pamiętać, że audyt mamy??? Zapobiegać wolę następnym takim wpadkom i kalendarz już ma:) Oby tylko z niego potrafił korzystać:D
Jutro ostatni dzień pracy w tym tygodniu:) Postanowiłam przedłużyć sobie weekend. I zaczynam wolnym piątkiem kończąc wolnym poniedziałkiem:) Zamierzam spędzić go aktywnie;) if you know what I mean;)
poniedziałek, 09 stycznia 2012
eeeee tam...
Pranie właśnie wstawiłam...i jak zwykle włączyłam też czajnik. U mnie w domu jest dziwna prawidłowość, że jak mam nastawione pranie na 95 stopni i włączam czajnik to mi korki wywala;/ A zawsze jak włączam pranie zachciewa mi się kawy:P Nie wiem w jaki sposób ale pranie wzmaga pragnienie:D Dziś była zbożówka:)
Generalnie mam jakiś taki dzień rozmemłany dziś. Nie wyspałam się, bo czuwałam czy aby na pewno nasz nowy budzik zadzwoni. Zadzwonił ale ja i tak obudziłam się pięć minut przed nim. Co oznacza, że spałam jak mysz pod miotłą...a jak się człowiek nie wyśpi to i nastroju dobrego też nie ma.
W pracy jak to w poniedziałek dużo papierologii...Lubię to ale czasami mi się po prostu nie chce. Tak jak dziś. Najchętniej popijałabym kawę i czytała gazety, a na taki luksus to mogę sobie w domu pozwolić. W pracy się mobilizować muszę i już:) Dobre i to , że tą mobilizację miałam. Znikomą ale jednak:) Pozwoliła mi przetrwać:)
A jutro muszę jeszcze wcześniej wstać niż dziś...Już mi się nie chce;/
niedziela, 08 stycznia 2012
D+
Nigdy nie mów nigdy:) Nie dalej jak wczoraj wmawiałam wszystkim, że ja to maksymalnie do ósmej śpię i nie wyobrażam sobie , że mogłabym spać dłużej...Taaa do dziś:P Dziś spałam, o mamma mia , do 10:15...Owszem spać późno poszłam ale żeby do dziesiątej??? Wstyd:P Jedno jest pewne, wyspałam się:D
W związku z tym, że wracam do ćwiczeń zapragnęłam profesjonalnej bielizny sportowej...Do tej pory ćwiczyłam w topach i miękkich biustonoszach al'a sportowych i mój biust niestety nie trzymał się w nich za dobrze. Więc postanowiłam poszukać czegoś może i mniej ładnego za to funkcjonalnego. I oczywiście łatwo nie jest. Natura obdarzyła mnie dużym biustem z tzw. kategorii D+, a oględniej mówiąc noszę rozmiar 70F lub G zależy do firmy. I rzeczywiście ładne to te staniki nie są...o cenie nie wspomnę. Na amazonie poszukałam, bo ten który chcę to brytyjczyk oczywiście ( polskie firmy ubogie w ten rodzaj bielizny ) ale ceny zachęcające nie są no i rozmiaru brak...na allegro jednak poszukałam i jest:) Niestety na koncie mam pustki i muszę poczekać na przelew...oby mi ktoś go nie sprzątnął sprzed nosa;/ Bo cena kusząca i nawet w moim ukochanym czerwonym kolorze jest:D
Zaraz idę przymierzyć mój strój do fitnessu i poddać mój wygląd surowej ocenie:) Od jutra bowiem modelować moje ciało ćwiczeniami będę, oby nie były to katusze:D
czwartek, 05 stycznia 2012
bunt
Kiedy centrum handlowe nie funkcjonuje tak jak trzeba, czytaj klientów brak, to najemcy wszczynają bunt. Na takim buntowniczym zebraniu dziś byłam. Jako przedstawiciel dość znaczącej firmy w tymże centrum buntowi się nie dziwię natomiast starałam się głosu nie zabierać. Pomysłów na intensyfikację działań marketingowych jest wiele i ciekawe które z tych działań de facto zostaną wprowadzone w życie. Jakoś do mnie nie przemawia oplakatowanie sklepów czy ich po prostu zamknięcie na godzinę lub dwie. Na czym i tak ucierpią najemcy , bo za każde nieterminowe otwarcie sklepu płaci się karę...Taka konstrukcja umów i tyle. Wysłuchałam roszczeń, żalów i stwierdziłam, że łatwo nie będzie. Wiele z tych osób które tenże bunt zapoczątkowały to ludzie, którzy z własnej kieszeni płacą czynsz za wynajem lokalu i mają zupełnie inne problemy niż ja, przedstawiciel wielkiej międzynarodowej firmy...dla mnie ich problemy to abstrakcja, co nie zmienia faktu , że ich rozumiem. Ale niby jak ja mam pomóc?
Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie...
Jutro wolne:)) GPS ma turniej popołudniowy, a ja w tym czasie zawitam do rodziców:) Założyli sobie internet i trzeba ich trochę podszkolić:) Manicure jutro sobie rano zrobię. Nie podjęłam jeszcze decyzji co do koloru.
Jakieś propozycje? :))
środa, 04 stycznia 2012
śniada cera i T9
W pracy dziś aktywnie i bardzo jestem zadowolona z efektów:) Cieszy kiedy coś kończę, a potem słyszę słowa zachwytu, to zdecydowanie uskrzydla:) Choć ja z tych co się sami doskonale motywują więc się w pracy spełniam choć nie zawsze jest różowo:)
Dziś również w pracy podczas dyskusji o modnych kolorach usłyszałam, że ja z moją....uwaga.......ŚNIADĄ cerą to w zieleni mogę chodzić:D Każdy kto mnie choć raz zobaczył na pewno nie powie , że mam cerę śniadą. Bladą, mączną, mleczną, porcelanową owszem tak ale śniadą??? Ja która puder kupuję tylko szwedzkiej firmy ( bo wiadomo, że tam mało słońca to i lica blade ) miałabym mieć śniadą cerę:D No nie mogłam się w głos nie uśmiać:D W każdym razie w zieleni jest mi dobrze i chyba w każdym intensywnym kolorze, bo od tej bladości właśnie wszystko ładnie się odbija:) Notabene w intensywnie zielonym szaliku dziś się lansowałam:)
Rano zmierzyłam się z wagą...dramatu nie ma ale muszę uważać:) Dlatego też od razu sprawdziłam grafiki najbliższych fitness klubów w poszukiwaniu zumby ukochanej mojej. Niestety jest tyle chętnych, że tylko na zapisy...no ale po krótkiej mailowej korespondencji udało mi się wcisnąć na zajęcia i od poniedziałku śmigam na zumbę:D Do tego rozciągający pilates i powinno być dobrze:)
Tak sobie czasem myślę, że jednak jeszcze nie jestem taka stara;) bo może to trochę dziwne ale ja nigdy nie próbowałam w telefonie słownika T9...to znaczy próbować próbowałam ale jakoś nie kminiłam za bardzo. A dziś ktoś mi uświadomił na czym to ustrojstwo polega i jest to całkiem fajne:)) W związku z tym ćwiczę pisanie esów metodą słownikową i daję radę:)
Jeszcze nie czas umierać:D
wtorek, 03 stycznia 2012
z kubkiem gorącego kakao
Tak właśnie spędzam dzisiejszy wieczór. No może jego część pierwszą, bo jak wiadomo kakao stygnie szybko, a zimnego nie lubię.
Odświeżyłam dziś sobie kolor na głowie i od razu spojrzenie jakieś takie bardziej świetliste się stało:) Szkoda tylko , że nie stało się to za sprawą cieni za które zapłaciłam "jedynie" dwie stówy ( idiotka!) a cienie są gorzej niż beznadziejne;/ Zachciało się luksusów ( idiotka do kwadratu!). Może jeszcze na allegro komuś je upchnę za połowę, bo użyte tylko raz więc może ktoś da się nabrać:P Zezłościłam się przez to okropnie. No ale spojrzałam w lustro i już lepiej:)
A czemu się paniusi zachciało cieni luksusowych? Ano po to by kupione niedawno profesjonalne pędzle nie brudziły się jakimś pospólstwem, tylko pokazały na co je stać...Okazało się, że pędzle i bez luksusowych cieni są doskonałe i nawet z cieniem za 10 zeta da się takie oko wymalować, że szok:) A ja mam nauczkę, że nie wszystko złoto co się świeci i już:) Notabene cienie w złote puzdereczko opakowane ( dla niepoznaki chyba;/ )
Dobra dość narzekań:)
Aby sobie dziś mój anturaż poprawić urwałam się z pracy:) słońce pięknie świeciło ( pewnie o 16-stej gdybym wyszła normalnie to bym go już nie uświadczyła ) i było naprawdę wiosennie:) Od raz się chce żyć! Aura tej zimy bardzo mi sprzyja, bo śniegu w mieście nie znoszę ( kierowca ze mnie pełną gębą ). Depresyjnych stanów też nie miewam:) Chociaż ostatnio się nie ważyłam, a może po świętach powinnam:D Tak oto się delektuję życiem mym czasem dobrym czasem złym:) Złym rzadko, na szczęście:)
Laptop mi się na udach zagrzał:) Idę rozprostować kości!
poniedziałek, 02 stycznia 2012
z nowym rokiem nowym krokiem:)
Coś mi się znowu zachciało pisania, może dlatego, że w pracy dużo mniej używam komputera, a pisać zawsze lubiłam:)
W nowy rok weszłam w szampańskim nastroju, w pluszowym dresie, z odrostami na głowie i bez wieczorowego makijażu:) Za to w doborowym towarzystwie czyli męża własnego:) I to była jedna z najlepszych sylwestrowych imprez na jakich byłam:) Dobre jedzenie, taki alkohol jak najbardziej lubię, bez napinki i sztucznych toastów:) Było cudnie:) Teraz pozostaje nam tę cudność owego wieczoru pielęgnować i będzie dobrze:)
Nie pamiętam dokładnie kiedy porzuciłam pisanie bloga, yyy wróć, zarzuciłam ( bo porzuca się chyba bez powrotu ) a ja jak widać wracam:) jak bumerang:). Wracając do głównej myśli, nie pamiętam kiedy to było ale przez ostatni rok wiele się zmieniło. Zawodowo nic, no może poza tym, że szef się uspokoił i znowu docenia to co ma. Dostałam nawet podwyżkę. A no i awans odrzuciłam, szok prawda? Ano szok ale chyba zaczęłam trochę inaczej patrzeć na pewne sprawy i doceniać to co mam. Nie mam już ochoty na wyścig szczurów. Taka odpowiedzialność jaką mam w tej chwili w zupełności mnie zadowala i nie mam chyba ochoty na nic innego. Czy ambicja mi się gdzieś zapodziała? Nie nic z tych rzeczy. Ambicje mam nadal ale uważam, że czas jaki mogę poświęcić sobie, mojej rodzinie jest bezcenny. A wiadomo przecież, że gdybym miała wyższe stanowisko to i czasu mniej bo znowu pewnie bym chciała być najlepsza itd. A tak wiem, że jestem dobra, bo przecież awansować mnie chcieli a to ja nie chciałam:) I pewnie właśnie dlatego szef zaczął traktować mnie jak równą sobie, a nie jak kogoś kto mu zagraża.
O matko znowu o pracy piszę...No ale jak się dzieci nie ma to co pozostaje:)
I tym jakże optymistycznym akcentem życzę sobie i wszystkim którzy może przez przypadek do mnie wstąpią, przede wszystkim miłości. To ona w życiu jest najważniejsza, napędza, daje radość i spełnienie. Wszystko inne blednie przy jej braku. Pielęgnujmy ją i nie dajmy jej zwiędnąć:)
I tak oto pełna nadziei wkraczam w nowy rok, bez postanowień, z lekkością i radością tego co mnie w tym roku czeka:)
Powodzenia dla Wszystkich!
|
Zakładki:
Kobiecość
Podglądam
Praca
Skórki
|