Kategorie: Wszystkie | biznes | codziennik | miłośnik | pamiętnik | pracownik | sennik | szafnik
RSS
niedziela, 07 marca 2010
osiemnastka:)
  Co z tego, że double :D Czuję się jak osiemnastka...no może jak dwudziestka piątka:))

 Zmarszczek nieco mi przybyło ale to na szczęście głównie od śmiechu więc się tym nie stresuję:) Gorzej z włosami...ale powoli dochodzą do siebie więc może niedługo będzie dobrze, oby!

 By się nieco odmłodzić kupiłam sobie kilka młodzieżowych ubrań:) Zastanawiam się też czy znowu nie obciąć włosów na krótko...Krótkie włosy zdecydowanie odmładzają i dodają lekkości...w środę umówiłam się do fryzjera i nie wiem czy nie poproszę o radykalną zmianę:) Na decyzję mam jeszcze kilka dni:)

 Jutro wracam do stolicy...na szczęście tylko na dwa dni, a potem już będę u siebie. Nie mogę się doczekać tego u " siebie " właśnie. To jednak zawsze inaczej. Własne biurko i moi ludzie...Ale nim to nastąpi muszę jeszcze w Łodzi przejść dwudniowe szkolenie, a potem już z górki:) Jestem bardzo dobrej myśli, choć pewne obawy mam...ale ufam, że dam sobie radę:) I tego sobie w dniu urodzin życzę:))


 A teraz otwieram moje ulubione chilijskie wino i celebruję ten dzień:)

P.S Za wszystkie życzenia bardzo dziękuję:*

 
14:28, ja_aksamitna , codziennik
Link Komentarze (16) »
wtorek, 23 lutego 2010
wizytacja
 Wizytację zrobiłam w moim rodzinnym mieście:)

 W mieście gościnnym jest całkiem przyjemnie:D Mieszkanie mam super wygodne i wyposażone, współpracownicy bardzo mili:) Niczego nie chcę więcej:)
 
 Tęsknię jedynie za GPS-em...

 Pracy dużo ale to mnie akurat nie martwi:) Dużo się uczę i przyswajam wiedzę:)

 Mam dobre przeczucia:)


 Na dziś to tyle. Jutro wracam do stolicy. Do poczytania niedługo:*



22:00, ja_aksamitna , pracownik
Link Komentarze (9) »
piątek, 29 stycznia 2010
czas pożegnań
  Z racji faktu, iż w stolicy nie będę mieć komputera ( tak, tak szkolenie jest w stolicy ) to się na jakiś czas pożegnam. Nie wiem czy będę mieć czas na kawiarenki internetowe ale jeśli tak to oczywiście nie omieszkam tutaj zajrzeć:)

 Mieszkać będę na starym mieście niedaleko zamku królewskiego:) Mieszkanie ładne i przytulne:) I co najważniejsze, będę mieć wannę:D A zważywszy na to, że korzystać będę z komunikacji miejskiej tym bardziej mnie cieszy:) Nie ma to jak odpoczynek i rozgrzewająca kąpiel:) Będę miała też osobistą panią do sprzątania, która to raz w tygodniu odświeży mi wystrój:) Szczerze mówić takich luksusów się nie spodziewałam:) Ale w końcu jakoś mi ten pobyt muszą uprzyjemnić...bo półtora miesiąca to jednak bardzo dużo czasu.
 Mam oczywiście nadzieję, że dadzą mi ze dwa wolne weekendy tak bym mogła do domu wrócić i wymienić garderobę na nieco bardziej wiosenną:) Mam tym samym również nadzieję na szybkie nadejście wiosny:D

 Jutro wstawiam ostatnie pranie przed wyjazdem i zaczynam się pakować...Tak szczerze mówiąc to nie bardzo wiem jak się spakować na tak długi czas? Zawsze wyjeżdżałam na krótko...a tu trzeba naprawdę sporo zabrać. GPS wprawdzie obiecał do mnie przyjechać ale i tak mam dylemat...Samych butów bym chciała ze cztery pary zabrać...ale to bym chyba musiała mieć z pięć walizek. A obiecałam sobie wziąć tylko jedną:) Mała nie jest ale pojemność jednak ma ograniczoną:) Gdyby to było lato to łatwiej, bo ubrania cieńsze i się więcej mieści...a zimą;/

 Dobra dość marudzenia:) Generalnie humor mam dobry:) Cieszę się na nową pracę, bo w końcu coś się będzie działo:)) Mam kilkoro znajomych w Warszawie więc na nudę nie będę raczej narzekać:) Ale jeśli któraś z Was będzie miała ochotę na spotkanie to zostawcie pod wpisem swoje adresy mailowe, napiszę Wam swój numer:)

 Ale gdybym jednak nie miała któregoś wieczoru ochoty na wychodzenie zakupiłam dziś Zwierciadło z książką Jane Austin, do tego mam nowego Dana Browna i Carrolla ostatniego, który w szufladzie na taki właśnie moment czekał:)

 Jutro jeszcze ostatnia pożegnalna partyjka Cywilizacji ze znajomymi, farbowanie włosów, manicure, pedicure, depilacja i wyjęcie walizki:)

 W niedzielę pakowanie:) Na szczęście nie muszę niczego prasować, bo w mieszkaniu będę miała żelazko:) Muszę przyznać, że moja firma naprawdę się postarała. Mieszkanie może nie jest duże ale za to komfortowo wyposażone:) Nawet zmywarka będzie:D Choć wątpię czy będę z niej korzystać, bo gotować to ja raczej nie zamierzam. Zresztą i tak pewnie nie będę miała czasu...

 I tym optymistycznym akcentem się żegnam:)) Z pewnością jeszcze tu zajrzę i może coś jeszcze skrobnę:))


 Całuję Was mocno:*:*:*


14:16, ja_aksamitna , pracownik
Link Komentarze (20) »
czwartek, 21 stycznia 2010
góry i doliny...
 Niestety u mnie ostatnio więcej dolin...Myślę, analizuję, dociekam. Nic mi z tego dobrego nie wychodzi. Jestem na zawodowym dnie;/ Tyle lat pracy i nic z tego nie mam!
 No może nie do końca...ale zaczynać wszystko od nowa...jezu jak mi się nie chce!

 1 lutego wyjeżdżam na szkolenie...potrwa bagatela...półtora miesiąca(!) I już czuję jaki to będzie zapieprz! Nie w tym miejscu powinnam być i nie o tej porze...

 Czuję się beznadziejna, stara i gruba..tak, gruba też się czuję;/

 
10:30, ja_aksamitna , codziennik
Link Komentarze (15) »
niedziela, 17 stycznia 2010
słabo...
  Ledwo żyję...od wczorajszego wieczora mam skurcze żołądka i gorączkę:( Żadne leki nie pomagają...gorączka owszem nieco spadła ale żołądek boli:(((

 Jedyne co przyjmuje mój organizm to gorąca woda:]

 Oby jutro było lepiej!


 P.S Na komentarze pod poprzednim wpisem odpowiem jutro...
20:38, ja_aksamitna , codziennik
Link Komentarze (8) »
wtorek, 12 stycznia 2010
galopem przez miasto:P
 Dziś w celu rozmowy rekrutacyjnej do stolicy naszej wspaniałej udałam się. Ale najpierw musiałam zdążyć na pociąg...

 I tu zaczyna się cała historia:D

 Od samego rana nie mogłam się za bardzo na strój zdecydować, czy sukienka czy spodnie. Po głębszym namyśle wybrałam strój może mniej kobiecy czyli spodnie, golf i czerwony ( a jakże ) krótki sweter. Dla wyrównania tego "braku"  kobiecości włożyłam botki na obcasie ( zamszowe! ) i długi płaszcz...TAAA. Na wyjście GPS na głowę wcisnął mi czapkę, upierając się, że za oknem śnieg sypie i fryzurę sobie zniszczę;/ Czapka owa to coś na kształt futrzanej mufki...czułam się w niej jak kobieta z kresów by nie nazwać tego po imieniu 'jak ruska';/ Dobrze, że karminowych ust nie miałam;/

 Na przystanek tramwajowy dotarłam z grubym zapasem czasu ( NIGDY się nie spóźniam ) i czekałam. Miałam jeszcze dość czasu, by przejść na drugą stronę ulicy i kupić bilet:) Przy okazji na przejściu dla pieszych wpadłam w wielką kałużę...i od tej chwili moje zamszowe botki były ( przynajmniej lewy ) mokre...;/ Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam mokro w butach...chyba w podstawówce...ale wiem jedno...NIENAWIDZĘ TEGO!!!
 
 W tej oto ruskiej czapie, przemoczonym jednym bucie czekałam na tramwaj...który...nie przyjechał;/// Ale spoko mam zapas czasu więc luz. Czekam dalej. Kiedy nie przyjechał następny rozważałam już wezwanie pomocy w postaci taksówki...i kiedy już chwytałam za telefon, tramwaj postanowił przyjechać. Miałam dokładnie pół godziny do odjazdu pociągu. Tramwaj ( w normalnych ) warunkach ) potrzebuje 20 minut by dojechać na miejsce ale nie dziś;/// Dziś jechał minut 27...Generalnie siedząc sobie w tymże tramwaju ( o miejsce też nie było łatwo ) i widząc z jaką prędkością się porusza, dałam sobie spokój z pociągiem. Trudno, raz nie zawsze...najwyżej zadzwonię, że się spóźnię...Zabolało ale trudno siła wyższa.
 Wysiadając z tramwaju miałam dokładnie trzy minuty na dotarcie do pociągu. Podjęłam wyzwanie:D Normalnie zajęłoby mi to najmniej minut siedem.
 I niczym zorro ( długo czarny płaszcz ) na swym rączym rumaku ( przemoczone botki na szpilce ) pognałam ku przeznaczeniu:D ( czapę na szczęście zdjęłam w tramwaju i nie zamierzałam już jej wkładać ). Gnałam jak dzik przez chaszcze ( czyli przez nieodśnieżone chodniki ) aż się za mną kurzyło. Kiedy zziajana wbiegła na peron, konduktor właśnie odgwizywał odjazd...
 Ale kątem oka zobaczył zorro i .......matko moja miła! zatrzymał pociąg:D:D:D

 Zorro, czyli mua ( bez biletu rzecz jasna ) skłonił się nisko i podziękował:D

 Zdążyłam na pociąg:D:D:D




 Reszta przygody jutro...bo GPS wzywa:D









 
23:00, ja_aksamitna , pracownik
Link Komentarze (9) »
sobota, 09 stycznia 2010
skąd to się u mnie bierze?
  Mowa o moim pracoholizmie.

 Dałyście mi do myślenia pod ostatnim wpisem więc myślałam o sobie...i pewnie wszystko to przez brak dziecka. Bo pewnie gdybym dziecko miała to znając siebie NIC innego by się dla mnie nie liczyło poza nim. Lukę w byciu mamą zapełniałam sobie zawsze pracą...i niestety tak już będzie zawsze.

 Mam zainteresowania, które mnie pochłaniają. Dużo czytam, bardzo dużo oglądam filmów ( czasami mam wrażenie , że nawet za dużo ), gramy z GPS-em w planszówki, które czasami zajmują cztery godziny i zmuszają do myślenia wyłącznie o grze, a nie o pracy. Ale...telefon.

 W ostatniej pracy próbowali mnie zwolnili dlatego, że przez dwa dni WOLNE miałam wyłączony telefon. Dzień wcześniej pokłóciłam się z moją szefową o biling telefoniczny właśnie. Uznała, że mój rachunek jest za duży ( a jaki miałby być skoro większość to rozmowy międzynarodowe???;/ ). Powiedziała mi wtedy, że telefon mam w pracy (stacjonarny) więc tylko z niego mam od tej chwili korzystać. Wściekłam się wtedy i wyłączyłam swój PRYWATNY telefon. Na dwa dni. Trzeciego dnia nie miałam już po co wracać do pracy.
 
Wiem, że to brzmi kuriozalnie ale pierwszy raz w życiu wtedy tak zdecydowanie postanowiłam chronić swoją prywatność. Zawsze robiłam to bardzo dyplomatycznie. Czyli wyłączałam telefon na kilka godzin ale potem kiedy go ponownie uruchamiałam zawsze oddzwaniałam. Tym razem tego nie zrobiłam, choć moja szefowa tonem nie znoszącym sprzeciwu nagrała mi się na pocztę z ROZKAZEM oddzwonienia w ciągu dwóch godzin. Oczywiście nie zrobiłam tego.
 Finał wszystkim znany.

 Cieszę się, że już tam nie pracuję. Nie zmienia to faktu, że gdzieś tam w środku winię siebie, że może gdybym wtedy jednak oddzwoniła...to miałabym okazję sama złożyć wypowiedzenie. Bo i tak bym to zrobiła. Nie szanowali ani mnie ani mojej pracy, a naprawdę zrobiłam dla nich bardzo dużo. O wiele za dużo...

 O matko...mam nadzieję, że nowa praca będzie bardziej przyjazna:)

 Na koniec dodam tylko, że owszem przyjęłam tę pracę ale we wtorek jadę na jeszcze jedną rozmowę. Dziś bowiem odezwała się do mnie firma, w której kiedyś chciałam pracować. Rozmowa w stolicy, po angielsku. I już gdzieś moja etyka mówi , że nie powinnam. Ale w końcu umowy jeszcze nie podpisałam to i zrezygnować mogę. A nuż tam mnie przyjmą:)

 Osiołkowi w żłoby dano....



19:04, ja_aksamitna , pracownik
Link Komentarze (8) »
piątek, 08 stycznia 2010
jak się zdystansować?
  Nie wiem czy będę potrafiła się w pracy zdystansować...Analizowałam wczoraj swoje ostatnie wyczyny pracowe...i nie wyszło mi nic dobrego. Wychodzi na korzyść pracodawcy;/
 A gdzie moje korzyści?
 Pewnie, że mam ogromną satysfakcję kiedy wszystko co robię zawsze jest na czas i nikt nie ma do mnie pretensji, że się nie wyrabiam albo spóźniam z czymkolwiek. Nikt czyli pracodawca, bo GPS pretensje ma. Ja się tak angażuję w pracę, że o całym świecie jestem w stanie zapomnieć. Chciałabym to zmienić. Tym bardziej po tym co mnie spotkało ostatnio;/

 Tylko czy ja będę umiała to zrobić? Kiepsko to widzę...zwłaszcza, że zaczynam praktycznie od początku, a żeby coś osiągnąć i awansować to przecież muszę pracować na 100%, a nawet na 200%...Tym bardziej, że czas moim sprzymierzeńcem nie jest...I jak to pogodzić? Zapomnieć o perfekcjonizmie i ambicji?
 Nie wiem...nie wiem czy potrafię.

 Ofertę pracy przyjęłam. Oczywiście dla nich to: cytuję " fantastyczna wiadomość " a jakże by inaczej;/ Takiego leszcza jak ja ze świecą szukać;/


 Oczywiście z oferty pracy bardzo się cieszę, żeby nie było, że taka zmanierowana jestem, że pracę dają a ja narzekam. Nie narzekam ale wiem, że przede mną trudne zadanie. Wyważyć ile mogę z siebie dać i co mogę z tego mieć.

 Macie pomysły jak to pogodzić?



11:23, ja_aksamitna , pracownik
Link Komentarze (17) »
czwartek, 07 stycznia 2010
na czerwono
  Chcesz być zauważoną ubierz się na czerwono:)

   
Moja metoda na to by Cię ktoś zapamiętał.

  Wczoraj na rozmowie też byłam w czerwonym kardiganie, biała koszula pod spodem, na szyi szal biało czerwony i kolczyki z koralu, do tego rzecz jasna czerwone paznokcie:)
 
 Wczoraj mi powiedzieli, że dają sobie tydzień na rozpatrzenie kandydatur, a tu dziś rano telefon:) Chcą mnie:)
 Problem jak zwykle ten sam...pieniądze. Nie mogą dać mi tyle ile chcę, za to oferują inne bonusy typu ubezpieczenie medyczne, karta do kompleksu rekreacyjnego, zniżki na ubrania...no tak. Dałam sobie czas do jutra na przemyślenie. Z ostatniego miejsca pracy wiem, że pieniądze to nie wszystko...bo Łotysze płacili super ale jak to się skończyło to dobrze wiemy...;/No comments...

 Firma jest bardzo duża, międzynarodowa i wciąż się rozrasta...możliwości awansu też spore...pracy też na pewno będę miała dużo. Ale też dużo mniej odpowiedzialności co mnie cieszy niezmiernie:) Po ostatnim czasie dość mam bycia głową,szyją i całą resztą.

 Muszę zajrzeć dziś wgłąb siebie i zapytać moją intuicję co o tym sądzi. Wprawdzie dziś już miałam jedną podpowiedź czyli sen o nowych butach ( bardzo mi pasowały ) ale tak czy inaczej muszę to przemyśleć.

 


 



 
12:08, ja_aksamitna , pracownik
Link Komentarze (13) »
środa, 06 stycznia 2010
tak o, nijak o;/
 Jakoś mi tak dzisiaj nijako;/

 Rozmowa o pracę miła, z testami rzecz jasna...nie cierpię tego;/ Testów znaczy się nie lubię, bo rozmawiać owszem:) Nagadałam się dziś całkiem dużo i gdyby nie kawa którą panie rekrutujące mnie uraczyły, zaschłoby mi w gardle. A tak popijając kawę odbywałam rozmowę:) Cenię sobie firmy, które traktują człowieka po ludzku...chociaż to, że takie mają podejście na rozmowie rekrutacyjnej nie gwarantuje późniejszych dobrych relacji...Dobrze o tym wiem.

 A propos "dobrych' relacji...Byłam dziś w moim ostatnim miejscu pracy odebrać swoje rzeczy...przed wejściem rozbolał mnie brzuch. Już sama nazwa firmy sprawia, że mnie ściska...ale przeszłam przez to. Niestety mój pen drive gdzieś się zapodział...Powiedziałam, że jeśli się nie znajdzie to proszę o inny ( w domyśle nowy ). Wiem, ze kiedy po raz ostatni byłam w pracy on też tam był, powinien być zatem i dziś. Zaginął w akcji;///
 Wkurzyłam się, bo miałam tam jeden ważny folder...a obawiam się, że się już nie odnajdzie...Fuck! Do tego, że ta pieprzona firma mnie okradła ( nie zamierzają się ze mną rozliczyć z bilingu telefonów ) to jeszcze ten pen drive...Nie odpuszczę!

 Generalnie rzecz ujmując to czuję się dziś beznadziejnie...bardzo bolą mnie stawy kolanowe...szczególnie lewy. Tak naprawdę to ten lewy boli mnie już od jakiegoś czasu ale nie zważałam na to do tej pory. Ale dziś ból stał się naprawdę przykry i chyba czas się wybrać do lekarza...Nie lubię:] Do tego te wciąż wypadające włosy...przeczytałam, że może to być również spowodowane brakiem magnezu, w związku z tym jem pestki dyni. Podobno najlepszego jego źródło:) Szkoda tylko, że nie bardzo mi smakują...Ale ostatnio to niewiele mi smakuje więc chyba muszę przeczekać.



 
21:59, ja_aksamitna , codziennik
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14